O mnie

    Baszka von Hanff
Urodziłam się w Wałbrzychu. Na pytanie, skąd jestem, nie potrafię odpowiedzieć, bo szkoły kończyłam w stolicy; na Śląsku Cieszyńskim urodziłam dwie córki a potem w Lublinie trzecią i zatoczywszy koło, przez Warszawę, wróciłam na Dolny Śląsk. Moją największą pasją jest Vedic Art, metoda rozwoju osobistego, która przez malowanie prowadzi do uaktywnienia prawej półkuli mózgu, co wydatnie wpływa na kreatywność. Prowadzę kursy Vedic Art i organizuję plenery malarskie. Wiersze i opowiadania piszę od 15 roku życia, do szuflady głównie, choć gdzieś tam pojawiały się jakieś publikacje, konkursy; jednak nie przywiązuję do tego większej wagi...
Jestem optymistką, doświadczoną przez życie a jednak, nie tracącą nadziei, że ludzie są dobrzy a świat piękny. Bardzo lubię dźwięki i obrazy, film i teatr. Z komputerem jestem za pan brat.
Żyję zgodnie ze swoim mottem życiowym: ,,Są dwie rzeczy, które napełniają moją duszę podziwem i czcią, niebo gwiaździste nade mną i prawo moralne we mnie. Są to dla mnie dowody, że jest Bóg nade mną i Bóg we mnie." I. Kant

Dyplom

Moje spotkanie z Vedic Art

 

Początek roku 2008 nie był dla mnie szczególnie łaskawy, dopadła mnie jakaś niemoc, depresja; nie bardzo wiedziałam, co chcę robić i nie widziałam przed sobą perspektyw. Wyczerpały mi się pomysły na życie. W grudniu 2007 zamknęłam, prowadzoną przez siebie działalność, a remont domu, do którego wprowadziłam się w sierpniu 2007, wyczerpał prawie wszystkie zapasy gotówki. Mieszkając zaś na dolnośląskiej wsi nie bardzo wiedziałam, gdzie i jaką znaleźć pracę. Tkwiłam więc w tym stanie niemocy, aż późną wiosną tego roku dotarła do mnie informacja, przez Internet, że niedaleko mojego domu, w Kopańcu, będą organizowane warsztaty Vedic Art.

Zaintrygowała mnie nazwa, zaczęłam szukać informacji w Internecie, i znalazłam. Oglądanie rozpoczęłam od Galerii. Jakież było moje zdumienie, gdy zobaczyłam obrazy, tak podobne do tych, które chciałabym malować. Przyznam, że niezbyt dokładnie przeczytałam wtedy, czym Vedic Art jest. Namawiana przez przyjaciółkę, podjęłam ostateczną decyzję, że jadę, i znów zapadłam w letarg. Nadszedł jednak lipiec, czas warsztatu; zaopatrzyłam się w przybory malarskie i pojechałam, wiedziona jakąś intuicją, że, być może, te zajęcia pozwolą mi wrócić do siebie, do życia.


Odkąd pamiętam zawsze chciałam malować, rysować, rzeźbić... Chciałam, lecz ciągle nic mi nie wychodziło, wciąż tkwiło we mnie przekonanie, że nie umiem, nie potrafię, nie mogę malować. Wiele razy próbowałam i zniechęcałam się sama, borykając się z brakiem czasu i umiejętności. Jako nastolatka, czytałam biografie impresjonistów; zafascynowana postacią van Gogha, usiłowałam kopiować jego rysunki i obrazy. Zniechęciłam się jednak szybko, ponieważ z jednej strony sama widziałam, jak nieudolne są te moje próby a z drugiej strony w rodzinie, nie podzielano mojej pasji, lecz skutecznie zniechęcano mnie, znanymi mi i słyszanymi do niedawna, komunikatami: zostaw, nie potrafisz, to trzeba mieć talent, lepiej posprzątaj pokój, szkoda czasu. Przekonania mają ogromną moc.

Po szkole podstawowej, gdy stanęłam wobec wyboru zawodu, wybrałam poligrafię, uznając, że skoro nie umiem malować, to przynajmniej będę maczać ręce przy reprodukowaniu obrazów. W technikum uczyłam się podstaw grafiki użytkowej, biegałam na wystawy do Zachęty i Muzeum Narodowego w Warszawie, nie omijałam żadnej nadarzającej się okazji, by przynajmniej popatrzeć na, tak urzekające mnie, obrazy innych. I zawsze, w czasie oglądania słyszałam, gdzieś z tyłu głowy: to nie dla ciebie, to trzeba mieć talent. Po szkole średniej szybko wyszłam za mąż i szybko przyszły na świat moje córki, którym matkowałam, przez prawie trzydzieści lat, w zasadzie nie pracując zawodowo, nie licząc krótkotrwałych, bardzo różnych zajęć, które łatały budżet domowy, o których jednak nie mogę powiedzieć, że były moją pasją, czy zawodem. Jednak w dalszym ciągu tkwiła we mnie ogromna potrzeby malowania. Kupiłam sobie nie jedną książkę, poradniki, oglądałam albumy, lecz odkładałam malowanie na potem: bo dom, bo dzieci, bo praca. Odczuwałam wieczny brak: czasu, środków na przybory malarskie, a także brak zdecydowania.

PO CO ZNALAZŁAM SIĘ W KOPAŃCU?


Prawdę powiedziawszy, nie wiedziałam po co jadę. Przejęta i trochę zdenerwowana zajęłam miejsce na końcu długiego rzędu stołów, rozłożyłam swoje narzędzia malarskie i ... z osłupieniem słuchałam słów Jacka, nauczyciela, twierdzącego, z ogromnym spokojem, że to nie prawda, że nie umiem malować, że wszyscy potrafią, każdy człowiek ma w sobie takie umiejętności, tylko życie, rodzice, inni ludzie, wymazali mu tę umiejętność, lecz ona jest i oto w ciągu pięciu kolejnych dniach miałam się o tym przekonać. Poczułam radość i ulgę z jednej strony, a z drugiej niedowierzanie; eeeetam, myślałam, może inni TO mają, ale ja nie, na pewno nie, no chyba sama wiem najlepiej. Jeszcze bardziej zdumiona byłam usłyszawszy, że tu, na warsztacie Vedic Art, główną zasadą jest nie ocenianie niczyjej pracy, a już na pewno nie ma mowy o krytykowaniu.

ZAJĘCIA


Nauczyciel podał nam pierwszą zasadę Vedic Artu, poprosił, byśmy wyjęli papier, rozdał ołówki i polecił, przez pewien, dość długi czas, kreślić na papierze linie. Kreśliłam i buzowało się we mnie, myślałam sobie: ależ to głupota, i co? od takiego bazgrania mam dojść do malowania? Przecież to absurd! A nauczyciel, postawny mężczyzna, chodził po sali, patrzył na nasze linie i spokojnym głosem mówił, że takie kreślenie uaktywnia prawą półkule; że na konferencjach uczestnicy właśnie dlatego, że wysiada im lewa półkula mózgu, odpowiedzialna za logiczna myślenie i rozum, zaczynają kreślić tzw. konferencjałki, bazgroły; bo kiedy pracuje prawa, lewa odpoczywa. A we mnie rosła agresja i chciałam, żeby to ćwiczenie już się skończyło. Potem okazało się, że każde zajęcia, rano czy po południu, zaczynać mamy od kreślenia linii. Posłusznie je kreśliłam, starając się przy tym nie myśleć, jednak denerwowała mnie ta czynność i kończyłam ją tak szybko, jak tylko się dało. Po dłuższym czasie dotarło jednak do mnie, (czy raczej do mojej nad, pod, czy nie świadomości, nie wiem), jak ważna jest to rysowanie, jak wiele daje. I dziś potrafię kreślić linie 20 minut i dłużej. Robię to spokojnie i z przyjemnością. Otrzymaliśmy kolejną zasadę i w tym momencie coś się we mnie otworzyło: Jakby w błysku, dotarło do mnie, że polecenie zobaczenia i odwzorowania linii z obrazka, który sama sobie wybrałam, jest nie tylko możliwe, ale w gruncie rzeczy proste. Coś we mnie bardzo głośno zaczęło śpiewać: Boże, umiem, UMIEM! Przepełniała mnie radość możliwości! Patrzyłam zachwycona na swoje dzieło, dumna z siebie i zadowolona. Wróciłam do domu szczęśliwa, jak nigdy w życiu.


Na drugi dzień, jadąc do Kopańca, miałam wypadek na skuterze. Boleśnie poobijana, wyjąc z bólu, jechałam płacząc, z kołaczącymi się w głowie myślami, że ZNÓW UKARAŁAM SAMA SIEBIE, za to, że chciałam coś zrobić dla samej siebie. I z mocnym postanowieniem, że to jest już ostatni raz się tak ukarałam. Po przyjeździe od prowadzących warsztat i wszystkich uczestników dostałam tysiączne dowody miłości i wsparcia a kiedy w czasie porannej wizualizacji Jacek wspomniał o mojej, mocno stłuczonej, nodze, płakałam jak bóbr. Rozpoczęły się kolejne zajęcia... i tak spędziłam w Kopańcu pięć intensywnych dni. Malowałam szczęśliwa i skupiona, przyswajając sobie kolejne zasady. Wróciło do mnie, zaznane już kiedyś uczucie, że oto nie ma nic, nie ma świata, jest tylko pędzel i płótno, a cała ja mieszczę się w tej niewielkiej przestrzeni pomiędzy. Do tego stopnia, że nie słyszałam niczego, niczego nie widziałam i tak prawdę powiedziawszy pamiętam z warsztatu imiona współuczestników lecz niezbyt dokładnie pamiętam ich twarze, jak przez mgłę.

CZYM JEST VEDIC ART?


Vedic Art to genialna metoda, pozwalająca przy pomocy siedemnastu zasad, otworzyć i uwrażliwić prawą półkulę mózgu i serce oraz spowodować pozbycie się różnego rodzaju ograniczeń, narzuconych, czy przejętych; od rodziny, otoczenia czy środowiska, a mówiących: nie potrafisz, nie dasz rady, nie umiesz. Okazało się, że po warsztacie Vedic Art, otworzyły się we mnie MOŻLIWOŚCI. I tak naprawdę nie chodzi tu tylko o malowanie. Istota leży w moim poczuciu, że teraz: wiem, umiem, potrafię. Że nic mnie nie ogranicza. Wszystkie poznane zasady Vedic Art przekładają się na życie, na zaradność i kreatywność. Kiedy mam do rozwiązania jakiś, choćby drobny, problem domowy: kapiący kran, nie domykającą się furtkę czy jakiś otwór, który muszę zabezpieczyć przed wszędobylskimi, młodymi kotami, po prostu: biorę kartkę papieru, ołówek, siadam i kreślę linie. A potem wstaję i po prostu wiem, jak i co zrobić. Nie ma przeszkód, nie dostrzegam braków, biorę narzędzia do ręki a resztę podpowiada mi mózg.

 

 

W styczniu 2009 przyjeżdża do Warszawy ze Sztokholmu twórca tej metody, Curt Källman, który na to pytanie: odpowiada tak:

Vedic Art nie naucza malowania. Vedic Art przypomina jak malować. Vedic Art pamięta, jak sztuka może być tworzona. Od samego początku, gdy poznajemy siedemnaście zasad Vedic Art, zaczynamy odtwarzać całą historię stworzenia, skąd przychodzimy i dokąd zmierzamy. Vedic Art zawiera w sobie mapę nawigacyjną. Możesz użyć kompasu, który znajduje się w Twoim umyśle i odnaleźć drogę do pokoju w Twoim sercu. Gdy zanurzysz pędzel w świetle, przestrzeni i błogości: namalujesz wieczność. Kiedy wnikniesz w swoje dzieło: w Twoim wewnętrznym dialogu znajdziesz szyfr, ujawniający jak żyć, pokazujący, jak dzieło może otworzyć drzwi do nieba na ziemi.

Curt poprowadzi kurs nauczycielski, na którym chcę pogłębiać swoją wiedzę o Vedic Art i poznawać tajniki przekazywania tej metody innym. A w listopadzie 2008, wspólnie z Jackiem Poteralskim, zorganizowałam w Wolimierzu I Ogólnopolski Plener Vedic Art, dla osób które już znają tę metodę. Przez piec dni malowaliśmy, kontemplowaliśmy urodę wolimierskiego krajobrazu, syciliśmy podniebienie wspaniałą kuchnią w ośrodku agroturystycznym Alchemik oraz cieszyliśmy się naszym towarzystwem. Dla osób, które chciałyby poznać zasady Vedic Art Jacek poprowadził kurs. Do wzięcia udziału w warsztacie nie potrzeba było żadnych doświadczeń, ani talentów: wystarczyło zaopatrzyć się w farby, pędzle, papier i przyjechać na do Wolimierza.

DLA KOGO JEST VEDIC ART?


Jestem przekonana, że Vedic Art jest dla wszystkich. Dla kobiet i dla mężczyzn. Dla aktywnych zawodowo i dla tych którzy, z różnych powodów, tę aktywność zakończyli. Uważam, że metoda Vedic Art jest szczególnie godna polecenia wszystkim osobom, które są nieśmiałe, niepewne siebie i swoich przekonań, które nie wiedzą, co ze sobą zrobić. Dla przepracowanych i wypalonych zawodowo oraz wszystkich, którym zależy na tym by poczuć wolność, by zacząć żyć w zgodzie z samym sobą. Bo Vedic Art jest doskonałym sposobem życia dającym jednocześnie ogromną radość tworzenia, malowania.

CO ZMIENIŁO SIĘ PO WARSZTACIE?

Powróciła do mnie energia i radość życia. Dziś potrafię odpowiedzieć sobie na pytania: Kim jestem? Co chcę robić w przyszłości? W Kopańcu byłam na kursie I stopnia Vedic Art, potem pojechałam do Warszawy na kolejny kurs, na II stopień, wiedząc, że moim celem odtąd będzie uczenie innych tej metody, przekazywanie jej innym. Vedic Art stał się celem i sposobem mojego życia. A malowanie? Stało się dla mnie ogromną przyjemnością, przypominającą mi, że umiem, że mogę, że jestem wolna od ograniczeń, które mi wcześniej nie pozwalały malować.

PS. Jestem już nauczycielką Vedic Art...

 

Baszka von Hanff, Wolimierz 2008 - 2009

Vedic Art on Facebook